Gdzie oczy poniosą (podróże z dziećmi)

Boom na rodzinę i znajomych

Wspominałam już, że ta podróż niesie ze sobą wiele dobrego jeszcze zanim się rozpoczęła?

D. Rodzina i znajomi

A w zasadzie: rodzina, przyjaciele i inni mi bliscy ludzie.

Cenię sobie czas rodzinny. Taki kiedy nigdzie nie gnamy, nie szukamy atrakcji i nie wypełniamy czasu wydarzeniami. Siedzenie na podłodze w otoczeniu klocków, albo na dywanie pełnym książek, z powolnym przewracaniem kolejnych stron Mamoko, koncepcyjnie wygrywa u mnie z wyjściem do sali zabaw i oglądaniem bajek. Podobnie zabawa na śniegu (z tego co pamiętam, bo drogi oddechowe Kasi, Marysi i Janka mają kaprysy na zmianę i dawno już nie bawiłam się na dworze). Kiedy się z kimś spotykam, chcę mieć dla niego czas – nie chcę patrzyć na zegarek pilnując godziny, o której powinnam wyjechać na kolejne spotkanie. To powoduje, że nie chcę godzić się na częste spotkania. Co do zasady nie chcę spotykać się codziennie.

Kiedy natomiast zdałam sobie sprawę (ale tak wtórnie, nie za pierwszym razem), że kilkanaście dni dzieli mnie od przejścia przez bramki na lotnisku i czasu, który będziemy spędzali tylko my razem, 24/7… nabrałam ochoty na branie pełnymi garściami tych, za którymi tęsknię, z którymi czuję się świetnie, uwielbiam rozmawiać albo chcę lepiej poznać.

No i zaczęło się.

I to nie ma znaczenia, że gdybyśmy nigdzie nie wyjeżdżali, to z częścią z tych osób nie spotkalibyśmy się przez wszystkie te miesiące.

Na zdjęciu rzut oka na Gdańsk z 15 piętra, gdzie z bliskimi świętowaliśmy Sylwestra. Dzień po wizycie w Toruniu u przyjaciół, których widujemy 2-3 razy w roku. Dwa dni po spotkaniu na porannej kawie, która nie wiadomo kiedy przeciągnęła się niemalże do obiadu. Trzy dni po pysznej pizzy domowej roboty w Ksawerowie. Cztery dni po rozmowach o życiu i śmierci z sąsiadami. Wczoraj – kolacja i Tajniacy w doborowym towarzystwie, jutro spotkanie rodzinne w szerokim gronie, w poniedziałek obiad z najbliższymi. I tak dalej.

To mega odświeżające i budujące. To energia wspólnych rozmów, gier i żartów. To okazja do mówienia sobie potwornie miłych rzeczy (ale też: zdawania sobie z nich sprawy!). Poznawania. To nie jest forma praktycznego przygotowania się do podróży. Ale praktycznie, to sposób na psychiczne przygotowanie się do niej, a nawet bardziej – docenienie tego, co tutaj mamy. Polecam na tej ostatniej prostej – nawet kosztem niedoborów snu – ładuje akumulatory 🙂

 

Pełna lista wpisów z serii „ostatnie dwa tygodnie przed wylotem”, znajduje się tutaj:

A. Rozbudowa bazy danych (więcej tutaj)

B. Lista i pakowanie (więcej tutaj)

C. Dokumenty, pieniądze i telefon (więcej tutaj)

D. Rodzina i znajomi

E. Ostateczne zabezpieczenie „tyłów”